Rate this post

Chciałam opowiedzieć wam moją historię. Kiedy to się zaczęło? Nie potrafię określić. Odkąd pamiętam zawsze byłam na dietach, pilnowałam tego, co jem i byłam aktywna fizycznie. Uwielbiałam sport.

historia-ani

Przestałam się pilnować

W czasie gimnazjum dość sporo przytyłam, ponad 10 kg. Stało się to dla mnie uciążliwe. Zauważałam, że nie mieszczę się w różne rzeczy. Potem gwałtownie schudłam, ale wszystko było ze mną w porządku psychicznie. Dopiero w liceum zaczęłam się coraz bardziej pilnować. Rozpoczęłam trenowanie lekkoatletyki. Treningi były przeważnie codziennie, a to, co do tej pory jadłam nie wystarczało i organizm domagał się więcej. Zaczęłam trochę więcej jeść, przestałam się pilnować. Wszystko powróciło w wakacje przed klasą maturalną. Uznałam, że jestem za gruba. Nie odpowiadała mi moja waga 59 kg przy wzroście 170 cm.

 

Nie potrafiłam przestać

Zaczęłam ograniczać słodycze, napoje, pieczywo, wędliny. Od września przestałam także jeść nabiał. Zaczęła się szkoła, klasa maturalna. Wydawało mi się, że wszystko jest ze mną w porządku. Osiągnęłam to, co chciałam, zrzuciłam 3 kg, dzięki ćwiczeniom i bieganiu. Z powodu okaleczania się musiałam zacząć uczęszczać do psychoterapeuty. Potem już wszystko się skomplikowało. Nie potrafiłam przestać się odchudzać. Pewnego dnia zobaczyłam zdjęcie dziewczyny, która miała idealną sylwetkę, wcięcie w talii jak marzenie. Uznałam, że chcę tak wyglądać. Nadal trwałam w przekonaniu, że waga 56 kg to dla mnie za dużo. Chciałam wyglądać jak ta dziewczyna ze zdjęcia.

 

Coraz mniej

Od października zaczęłam wyrzucać kanapki w szkole. Zawsze rano jadłam płatki z mlekiem na śniadanie, a potem była jedna kanapka w ciągu dnia. Z czasem stawała się coraz mniejsza. W końcu jadłam mniej niż połowę kromki z niewielką ilością dżemu. W szkole piłam tylko wodę. W domu robiłam sobie obiad. Trochę zjadałam, a reszta lądowała w koszu. Na kolację nawet już nie pamiętam czy coś jadłam. Z czasem zaczęłam opadać z sił. W listopadzie psychoterapeutka i psychiatra zdiagnozowały u mnie zaburzenia odżywiania, anoreksję. Nie potrafiłam w to uwierzyć. Zawsze się tłumaczyłam, że przecież ja tylko więcej ćwiczę. W grudniu terapeutka dała mi dwa tygodnie na to, abym zaczęła jeść, ale ja nie potrafiłam. Jak coś zjadałam, to się przez to cięłam. Za karę, że coś włożyłam do ust.

 

Zaczęłam od trzech posiłków

Na grudniowej wizycie u psychiatry dostałam skierowanie do szpitala na leczenie zaburzeń odżywiania. Pani psychiatra tłumaczyła mi, że jak przytyję, to nic się nie stanie, ale ja jej nie wierzyłam. Zbliżały się święta, a ja nie potrafiłam się z nich cieszyć, bo przecież trzeba będzie jeść… Pamiętam, że jak coś zjadłam, to zaczynałam ćwiczyć brzuszki. Robiłam je po każdym posiłku albo wymiotowałam. Obudziłam się pewnej nocy po to, aby ćwiczyć. Bieganie, które było kiedyś moją pasją, przerodziło się w treningi po to, aby spalić kalorie. To właśnie wtedy zobaczyłam, że jest coś ze mną nie tak,  bo przecież nikt zdrowy tak się nie zachowuje. Pod koniec stycznia rozpoczęłam leczenie u Pani dietetyk. Zaczęłam od trzech posiłków. Musiałam ograniczyć aktywność fizyczną. Zawzięłam się w sobie i pokonałam okaleczanie i anoreksję. Skończyłam szkołę i zdałam maturę.

 

Wybór

Anoreksja jest możliwa do pokonania, tylko wszystko zależy od nas. Zawsze, kiedy mam gorsze chwile, to przypominam sobie to, co powiedziała mi moją terapeutka: Aniu, nie możesz cały czas tkwić w takim rozdwojeniu. Musisz wybrać życie albo śmierć. Decyzja należy do ciebie, to ty decydujesz o swoim życiu. Teraz się podnosisz i trzymasz się pionu, albo choroba cię zabiera. Życie masz tylko jedno.  

Oczywiście, były powroty do niejedzenia. To, co mi obecnie pomaga, to prowadzenie Instagrama @fitsweet, gdzie zachęcam do zdrowego trybu życia oraz dzielę się przepisami, które testuję. Anoreksja jest chorobą na całe życie. Wiem, że muszę się pilnować i reagować w odpowiednim momencie, aby znowu w nią nie wpaść.

 

Ania

 

wasze-historie