5 (100%) 1 vote

Dawno temu byłam bardzo szczupłą, ładną i kompletnie zagubioną nastolatką. Teraz to wiem, wtedy uważałam, że jestem okropnie brzydka i gruba. Początkowo jednak odchudzanie w ogóle nie przyszło mi do głowy, skupiałam się na zmienianiu swojego wyglądu – testowałam miliony fryzur, nosiłam przedziwne ubrania, robiłam kolejne kolczyki i sprawiałam coraz większe kłopoty.

 

historia-julii

Magiczne koktajle mojej mamy

Byłam klasyczną, pogubioną nastolatką, która próbowała zwrócić na siebie uwagę. Nie pamiętam dokładnie momentu, w którym postanowiłam, że schudnę, ale wiem, że właściwie w moim domu chudość od zawsze uznawało się za coś, do czego trzeba dążyć. W mojej rodzinie większość kobiet, choć bardzo od siebie różnych, łączyły pełniejsze kształty i dążenie do ich utraty. Dominowała w tym, i dominuje po dziś dzień, moja mama – ciągle na innej diecie, wiecznie narzekająca na swoje ciało, gotowa oddać całe złoto świata byle schudnąć. To właśnie jej postawa wciągnęła mnie w odchudzanie i nim się obejrzałam, ważyłam 40 kilogramów, a za chwilę już 38. Co ciekawe, według mamy, moje odchudzanie było jakimś durnym wybrykiem i wydziwianiem. Nawet jak wylądowałam w szpitalu, nic nie kliknęło jej w głowie i nie połączyła swoich kolejnych, magicznych koktajli z dzieckiem niknącym w oczach. Tak zostało do dziś, choć minęło już kilkanaście lat. A może połączyła i skutecznie wyparła? Tego nie wiem i mogę się nie dowiedzieć, bo to, że teraz w pełni szczerze mówię: kocham swoje ciało, ma nierozerwalny związek z ograniczeniem kontaktów z mamą. Dopiero kiedy dotarło do mnie, że to ona, jej słowa i jej postawa mają na mnie destrukcyjny wpływ, udało mi się w pełni stanąć na nogi. Nigdy nie było między nami wielkiej więzi, więc to ograniczenie kontaktów sprawiło, że zaczęłam oddychać pełną piersią.

 

Miłość niezależnie od cyferek na wadze

Myślę, że nie ma jednej recepty na wyjście z zaburzeń odżywiania. Mi pomógł wspaniały mąż, który kochał mnie równie mocno niezależnie od cyferek na wadze, pomogły też dzieci, bo choć po 2 ciążach moje ciało wygląda nieco jak poligon po bitwie, to dzięki moim chłopakom rozkwitłam jako kobieta. Nie bez znaczenia są też role models, takie jak Bodyposi Panda – przepiękna, a przecież daleka od rozmiaru 36. To wszystko sprawiło, że oprócz normalnego jedzenia nauczyłam się też nie patrzeć ani na metki, ani na wagę. Mam spodnie w rozmiarze 42? No i co z tego? Mam fantastyczny tyłek i jeśli ktoś projektujący spodnie uznał, że to tyłek w rozmiarze 42, niech tak będzie.

 

Dziś mój rozmiar 42 jest super sexy

Nie zwracam już uwagi na kroje i modele. Kiedyś bardzo chciałam kupić sobie kombinezon w kwiaty, ale mama podsumowała ten pomysł słowami „oh, to są ciuchy dla wysokich i szczupłych” i nie kupiłam. Bo się bałam. Bo moja głowa uznała, że jestem niska i gruba, więc to nie jest opcja dla mnie. Dziś już bym się nie wahała. Najważniejsze jest dla mnie jak ja czuję się w jakimś ubraniu – i jeśli czuję się bosko, to świat musi się z tym pogodzić ;). Niesamowite jest dla mnie to, jak bardzo wszystko dzieje się w głowie – kiedyś rozmiar 38 był dla mnie porażką i w lustrze widziałam słonicę, dziś moje 42 jest super sexy. I bardzo, bardzo cieszy mnie ruch #bodypositivity – to, że coraz więcej jest odważnych, pięknych kobiet, które nie dają się wciągnąć w obsesję odchudzania, tylko dlatego, że nie wyglądają jak dzieło grafika komputerowego :).

Julia