Rate this post

Do dzisiaj nie wiem do końca, co było przyczyną mojej choroby. Na pewno złożyły się na nią mój charakter perfekcjonistki i fakt, że przez większość życia nie byłam w niczym w 100% dobra. Zaburzenia nagle dały mi ogromną satysfakcję i kontrolę – w końcu byłam w czymś “lepsza” od innych.

historia karoliny

Non stop w ruchu

Nigdy nie miałam nadwagi. Jako dziecko byłam patyczakiem i niejadkiem. Podczas okresu dojrzewania nabrałam kilku kilogramów, ale nadal wyglądałam zupełnie normalnie. W gimnazjum zaczęły się moje kompleksy związane z ciałem, ale wówczas dotyczyły przede wszystkim niewielkiego wzrostu. Anoreksja pojawiła się w moim życiu w liceum. Pogorszyły się moje relacje z rodzicami, nie potrafiłam mówić o uczuciach, byłam zamknięta, zazdrościłam koleżankom uwagi od płci przeciwnej, a sama czułam się odrzucana i nieatrakcyjna. Postanowiłam zrobić coś, żeby poczuć się lepiej – porzuciłam słodycze, jadłam lepiej, odkopałam rowerek stacjonarny i zaczęłam na nim jeździć około godziny dziennie, po czym robić standardowe tysiące brzuszków. Kilogramy spadały, a ja popadałam w coraz większą obsesję, wprowadzałam coraz bardziej restrykcyjną dietę, aż w końcu udawałam, że jem cokolwiek. Bałam się bezczynności, starałam się być non stop w ruchu żeby nie przytyć. Czytałam wszelkie pseudo porady w internecie. Obsesyjnie ważyłam się rano i wieczorem. Pamiętam, że nawet podczas Wigilii wychodziłam do łazienki się zważyć, żeby zobaczyć czy to, co skubnęłam, nie wpłynęło negatywnie na moją wagę. Kilogramy na głodówce leciały jak szalone i w końcu coraz trudniej było mi ukrywać to, jak wyglądam.

 

Wizja psychiatryka

Wszyscy mówili mi, że bardzo schudłam, podejrzewam, że nauczyciele także zwracali rodzicom uwagę. Ale ja nie zauważałam problemu. Pewnego dnia mama kazała mi wejść na wagę, która pokazała 38 kilo. Pamiętam, to uczucie, gdy nie potrafiłam się zmusić do zjedzenia POŁOWY kostki czekolady – w głowie miałam tylko kalorie, że to niezdrowe i absolutnie nie mogę tego zjeść. Trafiłam do psychiatry, psychologa, dostałam kategoryczny zakaz wszelkiej aktywności fizycznej i polecenie, żeby zacząć jeść, albo skończę w psychiatryku. Do mnie nadal nic nie docierało, nie potrafiłam zaakceptować zakazu ćwiczeń, nie dawałam się kontrolować, nie widziałam u siebie żadnych oznak anoreksji. W krytycznym momencie waga spadła do 33 kilo.

Zaczęły się też najgorsze wakacje w moim życiu. Zamiast czerpać radość z lata, żyłam jak w marazmie. Wstawałam, jadłam, szłam z psem na spacer, jadłam, siedziałam w ogródku, jadłam, grałam na komputerze, jadłam, szłam spać. Zamknięta w świecie cyfr i tabelek, uzależniona od pór karmienia, planowania. Chowałam się w objęciach choroby, bałam się powrotu do życia, odpowiedzialności, podejmowania decyzji, samodzielności. Wyjście ze strefy komfortu, to chyba najtrudniejsza rzecz, przed którą staje osoba po zaburzeniach.

 

Wygrana potyczka

Moment przełomowy przyszedł w dniu, w którym usłyszałam, że od września zamiast do szkoły pójdę do szpitala, bo w moim stanie nie zdam matury. Mój świat runął. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że wyląduję w psychiatryku. To wtedy w końcu postanowiłam jeść i zniszczyć anoreksję. Bałam się, ale walczyłam. Otworzyłam się na ludzi, porzuciłam obsesję kontroli, jadłam wszystko, o każdej porze. Dostrzegłam w lustrze swoje kościste odbicie, zrozumiałam, że jestem chora. Dzięki wsparciu bliskich i ogromnej motywacji, która na mnie spłynęła powoli wracałam do formy. Ukoronowaniem mojej walki była styczniowa studniówka, gdzie w końcu nie wyglądałam jak szkielet i potrafiłam się dobrze bawić. Szkołę skończyłam z bardzo dobrymi wynikami z matury i świadectwem z czerwonym paskiem. Przeżyłam fantastyczne wakacje i zaczęłam studia.

Pierwszy rok był wspaniały – każdy kto przeżył anoreksję wie, co to znaczy wybić się z samego dna na sam szczyt radości z życia. Wszystko zaczęło się pomału sypać na początku drugiego roku studiów. Pojawiły się wątpliwości dotyczące kierunku, problemy w domu, trudności towarzyskie, czułam się źle sama ze sobą, nie miałam pomysłu na życie. Popadałam w depresję, odcięłam się od ludzi.

 

W objęciach jedzenia

Jedzenie zaczęło przynosić mi ulgę. Łagodziło stres, samotność, strach, brak wiary w siebie i zainteresowań, nudę. Czekałam aż będę sama w domu i wyjadałam zapasy słodyczy i zawartość lodówki. Pochłaniałam tysiące kalorii, a po tym czułam się jeszcze gorzej. Uczucie porażki i wstydu uderzało ze zdwojoną siłą, ale nie umiałam sobie inaczej poradzić z pustką i bezradnością, która mnie osaczała. Zamiast zmierzyć się z problemem wolałam go zajeść. Nie potrafiłam z tym wygrać. Coraz bardziej nienawidziłam siebie i swojego odbicia w lustrze.

Drogą do wyjścia z kompulsywnego objadania okazało się znalezienie pasji. Kiedy w końcu odkryłam coś, co mnie zainteresowało i co pokochałam, nagle jedzenie nie odgrywało już takiej roli w moim życiu. Znalazłam swój cel i zaczęłam do niego dążyć. Tą pasją okazała się “siłownia” i dietetyka. Zmieniałam sposób odżywiania, pilnowałam się, ćwiczyłam. Przeczytałam książkę „Brain over binge”, którą polecam każdej osobie borykającej się z tym problemem. Podczas kompulsów przytyłam dziesięć kilo i nabawiłam się kolejnych problemów ze zdrowiem, ale nie wiem, czy byłabym teraz tu gdzie jestem, gdyby nie choroba. Paradoksalnie, to ona pozwoliła mi znaleźć w sobie samozaparcie i silną wolę powrotu do życia i mierzenia się z wyzwaniami dnia codziennego. Powodem, dla którego wiele z nas wraca w “bezpieczne” ramiona choroby jest właśnie to: lęk przed prawdziwym życiem.

 

Bez zapasów

Sama od czasu do czasu mam gorsze momenty, gdy traktuję jedzenie, jako pocieszenie lub karę. Prawdopodobnie nigdy nie uwolnię się od tego całkowicie. Ale dzięki temu, co przeszłam, wiem, że chcę pomagać osobom zmagającym się z zaburzeniami. Rozpoczęłam studia z dietetyki, skończyłam kurs trenera personalnego. Działam w internecie i poza nim, próbując pomóc osobom chorym lub wpadającym w sidła zaburzeń. Naprawiam swoje zdrowie i cały czas pracuję nad sobą. Mam nadzieję, że moje marzenie się spełni i już niedługo będę mogła uchronić jak najwięcej zagubionych osób przed przeżywaniem tego, co ja.

 

Karolina Dudek – dietetyczka, trenerka personalna, coach. Swoją historią walki z zaburzeniami odżywiania inspiruje Kobiety online i podczas treningów oraz spotkań osobistych. Działa na Instagramie, Facebooku, prowadzi także bloga. Od marca 2019 pracuje w poradni żywieniowej w Krakowie.

 

anoreksja-historie-dziewczyn