5 (100%) 2 votes

Właściwie, to było dość dobrze. Nazywali mnie inteligentnym dzieckiem, czytać umiałam już w przedszkolu. Na chwilę przyćmiona przez siostrę, która w wieku niemowlęcym prawie zmarła na krztusiec. „Rób za nią zadania, bo ona jest mniejsza” mawiał Ojciec. „Rób za nią zadania, bo ona chorowała”. Bunt. Ale jednocześnie wszystkie wolne soboty spędzone z Ojcem. Jeździliśmy razem na place targowe, od każdego „wujka” dostawałam jakieś słodycze, no bo jak to tak? Między Rodzicami było 12 lat różnicy. Skuteczność tzw. kalendarzyka, to właśnie ja. Tak oto pojawiłam się na świecie, po ich ślubie. Nigdy chyba nie byli ze sobą szczęśliwi. Tata po każdym wypiciu żalił się Mamie na cały świat. Nie spałam i wszystko słyszałam. Nie rozumiałam, ale czułam, że Tata jest o coś zły. Bardzo zły…

historia-pauliny

 

Córeczka tatusia

Później zaczął się ten piekielny okres dorastania. Piszę “piekielny”, ponieważ nawet jeśli ktoś chce dla Ciebie dobrze, odbierasz to źle. Nie inaczej było ze mną. Tata był ambitny, bardzo ambitny. Chciał, żebym zaszła jak najdalej, ale ja nie miałam sił na Jego okazywanie uczuć. Zrozumiałam, że to była miłość dopiero po Jego śmierci, kiedy zaczęłam w ten sam sposób traktować siostrę. Dostałam się do prestiżowego liceum. Bardzo prestiżowego. Tata był naprawdę dumny. To były chwile mojego i Jego tryumfu. Wreszcie byłam córeczką tatusia.

 

Coraz więcej i więcej

Ten dzień pamiętam raz lepiej, raz gorzej. 19 sierpnia 2007 roku. Równe dwa tygodnie przed pójściem do liceum. Tata miał prawie 61 lat, 2 grupę inwalidzką i chore serce. Ale zabrali mu tę grupę, bo uznali, że udaje. Bardzo się tym zdenerwował. Nie dostawaliśmy w ogóle renty, kiedy się odwołał. Dopiero komisja po Jego śmierci przywróciła nam rentę.

 

Często się kłóciliśmy. On chciał ode mnie coraz więcej i więcej, a ja nie umiałam temu podołać. Skarżył się, nie chwaląc w dobrych momentach. W dniu 16 urodzin jedyne, co do mnie powiedział, to że zawaliłam na sprawdzianie. Tak szczerze to myślę, że w ogóle o tych moich urodzinach nie pamiętał.

 

Ostatnia kłótnia

Aż nadeszła ta noc. Pokłóciłam się z Nim, jak nigdy. Nie jak córka, ale jak furia piekielna. Użyłam słów, których nie użyłam nigdy. Powiedział, że idzie spać, bo źle się czuje. Wtedy usłyszałam charczący oddech i pobiegłam do Jego pokoju. Spojrzałam na Jego Twarz i zobaczyłam Śmierć. Kto nie widział Śmierci, nigdy tego nie zrozumie. To takie coś w twarzy, które mówi, że ktoś odszedł bezpowrotnie. Mimo to zadzwoniłam na pogotowie, początkowo myląc numer. Byli po kilku minutach i reanimowali go bardzo długo. Póki to robili, serce biło. Potem przestawało. Do dziś w koszmarach przypominają mi się słowa lekarza „czas zgonu, godzina…”. Wiecie, co mnie najbardziej boli? Przez śmierć na Jego twarzy nie udzieliłam mu pierwszej pomocy, chociaż teoretycznie wiem, jak to powinno wyglądać. Za kilka dni skończę 28 lat, wtedy miałam 16, ale do dziś zastanawiam się, czy gdybym Mu wtedy pomogła, to by żył.

 

Bez czucia

Do liceum poszłam rozbita po śmierci Taty. Bywało różnie, ale kilka miesięcy później, mając nadwagę, schudłam. I teraz wydaje mi się,  że nie musiałabym niczego dopisać, bo same zrozumiecie resztę. Podziw, pochwały. Więc ciągnęłam to dalej. Jednak ile można nie jeść?

Zaczęłam wymiotować. Celowo piszę „wymiotować”, bo zwracałam normalne posiłki. Dopiero później zaczęłam naprawdę rzygać. A waga ciągle leciała w dół, okres się skończył. Zrozumiałam po latach, że ja tak naprawdę boję się czuć. Kiedy czułam ból, obżerałam się tak, że wyglądałam jak w zaawansowanej ciąży, a potem rzygałam. A potem czułam ból, że rzygałam, i znowu jadłam. I znowu…  Rzyganie tak naprawdę zastępowało mi wszystkie uczucia. Żal, nienawiść, rozpacz, radość, długo by wymieniać. Kiedy żarłam i rzygałam, czułam się szczęśliwa. Moja Rodzina była do tego stopnia bezsilna, że kupowali mi jedzenie, żebym tylko dała im święty spokój. Kiedy wyjeżdżali na imprezy rodzinne, ja zostawałam w domu. Gotowałam jedzenia jak dla wojska i żarłam, i rzygałam. Potem znowu, i znowu. Dopóki Mama nie pisała mi, że niedługo wracają. Wtedy sprzątałam po mojej orgii obżarstwa i kładłam się do łóżka, bo serce z braku elektrolitów nie chciało już bić.

 

Bez kontroli

Na studia poszłam, kiedy wszyscy już postawili na mnie krzyżyk. Śmiejcie się narody kierunek Technologia Żywności. Sami rozumiecie, że mnie to interesowało. Poza tym i tak miałam niedługo umrzeć. Kiedy zeszłam do wagi 35 kg, postanowiłam o siebie zawalczyć. Choć z kliniki leczenia zaburzeń odżywiania za pierwszym razem wyleciałam, bo za mało ważyłam (sic!). Źle ją wspominam. Na początku nie rzygałam, więc z powodu obniżonego metabolizmu przytyłam o kilkanaście kg. To było dla mnie tak straszne, że znowu zaczęłam wymiotować. A można to było robić do woli. Nikt tak naprawdę nie pilnował. Nikt… Dopiero kiedy wyszłam, po kilku latach powiedziałam sobie dość. Odstawiłam stare nawyki. Było ciężko, ale wydawało mi się, że jest ok. Za późno zrozumiałam, że z bulimii przeszłam w kompulsywne objadanie się. Tłumaczyłam sobie, że “nie rzygam, więc jestem zdrowa”.

 

Jasność i ciepło

Z 35 kg przytyłam do 117(!). To było w grudniu 2017 roku. Wtedy znowu zaczęłam najpierw wymiotować, później obżerać się i rzygać. Waga spadła do 55. Od kilku miesięcy pracuję z ludźmi i czuję, że teraz jest lepiej. Naprawdę lepiej. Przytyłam, lepiej traktuję innych, nie objadam się i nie wymiotuję. Znowu było źle, ale wiecie co? Czuję, że tym razem wyszłam na prostą. I wiecie co? Chorowanie na ED porównałam kiedyś do ciągłego patrzenia w ciemność i odczuwania zimna. Chcę pomóc innym, by nie nie pochłonęła ich ciemność i zimno.

Paulina

 

wasze-historie