Rate this post

Środowe popołudnie, za oknem świeci słońce, ale w pokoju nie ma radości. Jest żal, wzajemne obwinianie się i punkty widzenia tak odmienne, że nie da się znaleźć punktów wspólnych. Kolejne spotkanie zakończone “kontraktem”: –Matka robi posiłek. Jedzenie wjeżdża na stół i Ty nie dyskutujesz, tylko jesz.  

terapia-rodzin

 

Do ośmiu razy sztuka

Ola i jej rodzice na terapii rodzin spotkali się osiem razy. Sesje prowadzone przez psychologa miały pomóc w stworzeniu wspólnego stanowiska wobec choroby – anoreksji. W założeniu.

–Jeździliśmy na spotkania co dwa tygodnie, ale nie czułam się po nich lepiej. Wręcz przeciwnie, czasem nawet gorzej. Teoretycznie powinniśmy rozmawiać wspólnie, ale wyglądało to trochę tak, że rodzice i tak skupiali się na mnie i moim problemie. Każdy stał przy swojej wizji, a ja pomiędzy nimi słuchałam tego, co mówią i uważają. Potem zwykle dochodziło do kłótni.

Po ośmiu spotkaniach terapia została przerwana. Ola ponownie trafiła do szpitala.

 

Bez emocji

Na terapię rodzin uczęszczała też Weronika razem z tatą, siostrą i babcią. Raz na dwa tygodnie siadali razem, by rozmawiać o dzieciństwie dziewczyny, początkach choroby, akceptacji siebie czy konfliktach i sposobach na ich rozwiązywanie.

–Zdecydowanie nie były to łatwe spotkania. W mojej rodzinie po śmierci mamy nie potrafiliśmy rozmawiać o emocjach, w szczególności mój tata nie okazywał uczuć. Na spotkaniach wiele spraw zostało wyjaśnionych, pojawiały się łzy. Były pytania o to, jaką relację miałam z mamą; potwierdziliśmy bardzo silne przywiązanie, problemy z kompleksami u mamy i jej zły stosunek do jedzenia. Wiele razy mówiliśmy o relacjach z siostrą; przyjmowała długo rolę mamy. O tym, jaki mam stosunek do nowej partnerki taty, czy rozmawiam z nim o moich i jego problemach.

Półtoraroczną terapię wieńczy wyjazd do USA. Weronika wraca do Polski w gorszym stanie niż została przyjęta na oddział.

 

Nić nie-porozumienia

Terapia rodzin to jedna z metod wspierających leczenie zaburzeń odżywiania. W trakcie spotkań prowadzonych przez psychologa lub terapeutę podejmuje się temat relacji, rozmawia o konfliktach czy emocjach związanych z chorobą. To miejsce na szczerą rozmowę i produktywne wnioski, do których często trudno dojść bez wsparcia specjalisty. Czasami jednak obecność osoby postronnej nic nie zmienia:

–Wychodziliśmy z tej terapii, na której rodzice czasem się kłócili, z tymi niby ustaleniami i… W sumie tyle. To były okropne spotkania, które w ogóle nie pomagały, ale wiem, że to z pewnością w dużej mierze zależy od chęci współpracy całej rodziny. U mnie jakoś ciężko było znaleźć nić porozumienia między rodzicami. Nie lubiłam tych spotkań – mówi Ola. Bo sam fakt uczęszczania na terapię rodzin nie poprawi relacji pomiędzy jej członkami. Tylko ciężka praca i otwartość na argumenty drugiej strony może to zrobić.

 

Nowy punkt widzenia

Weronika docenia wpływ spotkań w ambulatorium na relacje w swojej rodzinie i zdrowienie. Ale jak zauważa:

–Terapia rodzin w pewien sposób ułatwia zdrowienie – i co jest bardzo ważne – pomaga innym członkom rodziny zrozumieć problem i sobie z nim poradzić, a także przyjąć odpowiednią postawę w stosunku do chorej osoby. Uważam jednak, że w moim przypadku nie miała dużego znaczenia, pomogła mi zmiana otoczenia.

Bo paradoksalnie wyjazd do USA, który prawie doprowadził ją z powrotem na oddział szpitalny, pomógł jej zrozumieć, że jeśli sama nie zadba o swoje życie, to nikt nie zrobi tego za nią.

Wyzwalacze

–To czego mi brakowało to nauka komunikacji. Od tego powinno się zacząć, a dopiero potem próbować rozwiązywać problemy – mówi Ola. Rodzice często powodowani troską stawiali warunki, których na danym etapie leczenia nie potrafiła spełnić. A psycholog podobały się te “konkretne” ustalenia, które zawsze oscylowały wokół jedzenia i tego, ile i kiedy ma zjadać Ola. Weronika inaczej postrzega rolę specjalistów prowadzących terapię jej rodziny.

–W pewien sposób wpływali na przebieg rozmowy, przerywali gdy pojawiało się zbyt dużo emocji. Raczej unikali oceniania, stawiania wniosków, ta część była pozostawiona dla nas. Czasem pomagali sformułować wniosek, ale nigdy nie było to narzucanie.

Dzięki wsparciu udzielonemu w toku spotkań Weronika dotarła do wyzwalacza swojej choroby. O jednej przyczynie anoreksji nie może mówić; wierzy, że to zawsze suma czynników: cech charakteru, stosunku do własnego ciała, relacji w rodzinie, czynnika prowokującego, typu osobowości. Terapia rodzin pomogła je zdefiniować.

 

W poszukiwaniu punktów wspólnych

Jak zwracają uwagę Ola i Weronika, terapia rodzin w ich przypadku nie miała decydującego wpływu na zdrowienie. Stanowiła jednak wsparcie w procesie wychodzenia z anoreksji i miała na celu poprawę relacji pomiędzy członkami rodziny. Była szansą na znalezienie punktów wspólnych wśród żalu, wzajemnego obwiniania się i odmiennych punktów widzenia. Jak zauważa Weronika:

–Dzięki wyjazdowi do USA, terapii i zmianie otoczenia pojawiło się to, co wcześniej było przygaszone – chęć do życia.

 

Marysia

Chcę zapisać się na newsletter i otrzymywać darmowe materiały PDF!

Nigdy nie otrzymasz od nas spamu. W każdej chwili możesz też zrezygnować. Twoje dane nie zostaną nikomu udostępnione, ani wykorzystane w celach marketingowych przez osoby trzecie.

 

Poznaj szczegóły i weź udział w konkursie!