5 (100%) 1 vote

To nie jest moja historia – to mój proces

Trudne wspomnienia

Kiedy byłam małą dziewczynką, tryskała ze mnie pewność siebie, radość. Lubiłam tańczyć i śpiewać; lubiłam, kiedy inni na mnie patrzyli. Byłam słodka, zabawna.Jednak atmosfera w moim domu była bardzo nerwowa – mnóstwo krzyków, ostrych słów i oceniania, a przy tym mało uścisków, jakichkolwiek komplementów. Poczucie pustki, stres i brak uczuć zaczęłam zajadać – głównie tym, co dawało mi najwięcej przyjemności, czyli słodyczami. Mama zawsze komentowała to, co jadłam; w końcu byłam alergiczką. Normalne więc było dla mnie zabieranie jedzenia i objadanie się w jakiejś kryjówce.Pierwszy raz usłyszałam od niej, że powinnam przejść na dietę, mając około 11 lat. Pamiętam, że krzyknęłam coś i pobiegłam do swojego pokoju. Ze złości rozpłakałam się, a później zaczęłam przyglądać się sobie . Pomyślałam, że może faktycznie coś jest ze mną nie tak. To właśnie ta drobna myśl pochłonęła 10 lat mojego życia.

Zaburzony obraz własnego ciała

W kolejnych latach moje nawyki chowania się bardzo mocno się rozwinęły. Nie byłam w stanie jeść przy ludziach, ciągle czułam na sobie ich wzrok. „Co o mnie myślą? Na pewno uważają, że jestem grubą świnią… Nie mogę wziąć dokładki, przecież wszyscy patrzą!”Moje ciało, które notabene weszło w okres dojrzewania, stało się dla mnie ciężarem. Nienawidziłam swoich nóg, brzucha, tłuszczu. Przed zaśnięciem wielokrotnie marzyłam o tym, że jestem w stanie przeciąć skórę, wyssać cały tłuszcz i rano obudzić się jako szczupła dziewczyna o idealnej figurze. Tak bardzo tego chciałam, a jednocześnie nie potrafiłam kontrolować napadów jedzenia.Często podczas okropnego dnia w szkole myślałam tylko o tym, co kupię, kiedy będę wracała do domu. I kupowałam: dwie paczki chipsów, czekoladę, ciastka, żelki. Wszystko co tylko się dało. Potrafiłam zjeść to wszystko w bardzo krótkim czasie. Potem siedziałam w kącie pokoju, czując się obrzydliwa – czując się jak najbardziej żałosna osoba na świecie.

 

Początki bulimii

Któregoś dnia przeczytałam w internecie, że jeśli za dużo zjem, mogę zwymiotować. Tak zaczęła się moja historia z bulimią.  Dlatego też po kolejnym napadzie poszłam do łazienki i zwymiotowałam. Na początku było okropnie, jednak z biegiem czasu stało się to tak normalne i łatwe, jak chociażby pójście na spacer. Raz, dwa i po bólu.Nie wiedziałam wtedy, że problemem nie było to, jak wyglądałam i jaki rozmiar nosiłam – jego istota leżała o wiele głębiej. Brakowało mi kontroli nad życiem; czułam się zagubiona w chaosie, w jakim żyłam zarówno ja, jak i cała moja rodzina.Wydawało mi się, że to idealne rozwiązanie. Przez parę lat na przemian przechodziłam przez okresy objadania się  i wymiotowania oraz okresy głodówki. W tamtym czasie moi rodzice zauważyli, że dzieje się coś złego – zaczęłam chodzić na imprezy i wracać do domu pijana (albo nie wracać wcale). Cięłam też swoje ramiona, nogi, brzuch… Wszystko po to, żeby ukarać ciało, którego tak bardzo nienawidziłam.To nie było życie, cały czas myślałam o śmierci. Funkcjonowałam tak przez długie lata, mój organizm był wyniszczony. Mając 19 lat, czułam się tak, jakby całe życie było za mną.Nie miałam powodów, by żyć; nie chciałam żyć. Wydawało mi się, że najważniejsze jest to, jak wyglądam, a w lustrze widziałam kogoś za grubego, nijakiego.W międzyczasie, gdy miałam 16 lat, rodzice wysłali mnie do szpitala psychiatrycznego, na oddział zaburzeń odżywiania. Byłam tam przez trzy miesiące. Tymczasowy bandaż. W tamtym sterylnym środowisku potrafiłam czuć się szczęśliwa, ale po powrocie do domu ten ciężar znowu mnie przygniótł.Wierzę, że przy pomocy rodziny, przyjaciół, psychologa  każda osoba jest w stanie wyzdrowieć i uciec z tej pułapki, którą same na siebie zastawiamy. Musi tylko przyznać, że potrzebuje pomocy.Ja nie miałam szczęścia do przyjaciół, rodzice z kolei (sami skrzywdzeni) nie potrafili dać mi poczucia, że ktoś mnie kocha, że jestem dość dobra. Mój tata nigdy nie powiedział mi, że jestem piękna. To przez pryzmat mojej rodziny zawsze postrzegałam siebie jako gorszą, niezdarną, niekobiecą.

Szansa na nowe życie

Moje życie uratował Bóg. Nie potrafię inaczej tego opisać. Byłam na ścieżce do autodestrukcji, a On mnie zatrzymał.Pewnej nocy postanowiłam się zabić. Byłam pijana, więc nie czułam aż takiego strachu. Poza tym po kilku latach życia w klatce, w nienawiści do siebie, a także po długim czasie żebrania o uczucia i akceptację innych, było mi tak naprawdę wszystko jedno.Jednak nie umarłam, nawet pomimo liczby tabletek popitych butelką wina.Oczywiście jak to w przykładnej polskiej katolickiej rodzinie bywa, wiedziałam wcześniej, kim jest Bóg. „No przecież to Ten od Ojcze Nasz i Ten, dla którego mama zmusza mnie, żebym chodziła do kościoła co niedzielę”.Ale tym razem było inaczej. Prawdziwy Bóg przedstawił się i powiedział mi, ile jestem warta, jak bardzo mnie kocha. Proces.

Teraz mam 24 lata i żyję pełnią życia. Wiem, kim jestem i na co zasługuję. Cały czas uczę się widzieć w lustrze osobę, którą widzą inni – piękną, radosną i wartościową dziewczynę. Wiem, że moje ciało nie jest idealne, ale nie chcę, żeby było; nie dążę do wystających kości. Moim celem jest to, aby było zdrowe i silne, zdolne do urodzenia dziecka, będące w stanie przebiec wiele kilometrów – ciało mogące spełnić marzenia osoby je zamieszkującej. Mam świadomość tego, że jeszcze wiele przede mną. Wiem natomiast, że każda osoba, która zmagała się z anoreksją, bulimią czy depresją, nie jest słaba. Dlatego nie poddawaj się… Walcz! Mów o swoich uczuciach i o tym, czego potrzebujesz. Nie jesteś sama!