5 (100%) 1 vote

Chciałabym opowiedzieć Ci historię dziewczyny, która w rok i sześć miesięcy wyszła z cienia anoreksji. Która po chwilach grozy powróciła do świata żywych. Która nie ma wyrzutów sumienia jedząc banana. Która nie boi się rankami zamówić cappuccino zamiast czarnej kawy. Która przytyła o ⅔ swojej poprzedniej wagi i dobiła do 52 kilo. Która jest zaskoczona jak piękne może być jej nowe ciało i nowe życie. Chciałabym…

Poznaj historię Anny

Prolog

Wszystko zaczęło się od zdrowego trybu życia, stresu i zakrętów losowych. Tak, autostrada na 6 biegu. Wciąż tęsknię za poczuciem lekkości, tym, jak na początku wszyscy zachwalali figurę, a ubrania z tygodnia na tydzień leżały na mnie coraz lepiej. I nie, nikt świadomie nie wchodzi w anoreksję. Ja o swojej dowiedziałam się mając 32 kilogramy w Warszawskim Szpitalu Psychiatrycznym. Ale idea stawania się perfekcyjną kusiła mnie bardzo, coraz bardziej. Z perspektywy widzę dokąd mnie ta chęć doprowadziła, bo czy przewracanie się na zakręcie w tramwaju jest oznaką perfekcjonizmu? Czy wyjadanie znajomym bułki tartej czy chleba? Czy niemoc jest pociągająca?

 

Rozdział 1.

Szukałam pewności siebie, chciałam być taka jaką wewnątrz się czułam – musiałam widzieć w lustrze kości, duże oczy i mięśnie. Bo przecież to robiło mnie charakterną, acz subtelną kobietą, nie? I wtedy kiedy dla siebie byłam najatrakcyjniejsza i wydawało mi się, że wszystko mogę, rozpadł się mój związek. Do dzisiaj nie wiem czy dlatego, że byłam wiecznie głodna, rozczarowana, skoncentrowana na sobie…czy szły za tym inne, racjonalne powody. Bolało. Im częściej sąsiedzi pytali o nowotwór, tym rzadziej słyszałam burczenie w brzuchu. Brałam leki uspokajające. Brałam witaminy. Wydawało mi się, że mogę tak żyć. Widziałam zapłakanych przyjaciół, widziałam niezrozumienie wśród znajomych, chciałam widzieć idealną siebie. Rozmowy z psychiatrą, psychologiem i fizjoterapeutą. Kazali zapisywać co jem, ale wiedziałam, że szkoda papieru na napis „jabłko”, „małą paczkę paluszków” ewentualnie „małe cappuccino na chudym mleku”. Za podjętą próbę oddania się w czyjeś szpitalne ręce dostałam w twarz. Zabrakło miejsc. A ja nie miałam już czasu. Próbowałam wyjść z tego ze zdalną pomocą specjalistów. Na tyle mogłam sobie pozwolić. Ich też łatwiej było oszukać.

 

Rozdział 2.

I wreszcie wyjechałam podjąć życiowe wyzwanie. Pół roku za granicą. Nowe środowisko, nowa szansa rozwoju, nowa okazja do jeszcze większych wyrzeczeń (a musisz wiedzieć, że dzięki lekom udało mi się przytyć i już mogłam uchodzić nie za anorektyczkę, a za naturalnie szczupłą dziewczynę). Marzyłam, żeby wrócić do 3 z przodu. Serio. I jak bardzo marzyłam, tym więcej jadłam. I byłam zrozpaczona, że jadłam, więc jadłam jeszcze więcej. W efekcie zostawiłam tam 8 kilogramów, ale ubrań… Przez pół roku chodziłam w jednym dresie i bez makijażu, bo tusz w trakcie malowania spływał mi po policzkach z wielkimi jak groch łzami.

 

Epilog

Znajomi, którym udało się mnie rozpoznać spod opuchniętej twarzy cieszą się i gratulują wygranej walki. A ja nie mam odwagi powiedzieć, że chociaż nie widać, w głowie trwa jeszcze większa batalia. Batalia z naturą. Batalia z samą sobą. Próba akceptacji rzeczywistości. Próba pokochania siebie. I nie powiem Ci, że 10 kilo nic nie zmieni, bylebyś była szczęśliwa, bo wiem, że nie w tym rzecz. Pożyczę Ci (i sobie) żebyśmy znalazły spokój i swoją drogę. Żebyśmy nie nakładały na siebie chorej presji. Żebyśmy były z d r o w e. Żebyśmy dbały o siebie. Mówią, że wtedy ma się siłę, żeby zmieniać świat.

Anna